misat.betro

:::Menu:::

:::News:::

:::RSS:::

Ustka. Dajana śladem Korsarza


Właściciel pensjonatu i restauracji Dajana z promenady w Ustce rozważa wytoczenie miastu sprawy sądowej. Wszystko przez to, że władze kurortu nie chcą uznać jego praw do własności gruntów, na których stoi pensjonat. Zdaniem biznesmena, grunt powinien stać się jego własnością. Tymczasem urzędnicy domagają się zwrotu części terenów.
Dajana stoi na terenie o pow. 300 metrów kw. od 1970 r. Zgodnie w prawem, właścicielowi lokalu przysługuje uwłaszczenie dzierżawionej ziemi. Problem w tym, że lokal w ostatnim czasie rozbudowywał się i zajął dodatkowe 30 metrów kw. Właśnie tego kawałka miasto nie chce dać biznesmenowi. - Rozmowy trwają, ale jeśli miasto nie da mi tego gruntu, to będę domagał się zwrotu poniesionych tam nakładów, czyli ok. 3 mln zł - mówi Aleksander Pułaski, właściciel Dajany.
Przedstawiciele miasta twierdzą, że w tej sprawie nie mogą nic zrobić. - Żaden geodeta nie podejmie się podziału terenu, na którym stoi jeden budynek, bo zabraniają tego przepisy budowlane - zapewnia Marek Biernacki, wiceburmistrz Ustki. - Zaproponowaliśmy dzierżawę terenu na takich samych warunkach, jak innym restauratorom na promenadzie.
Taki sam spór o grunt na promenadzie toczy się od roku między Ustką a właścicielem restauracji Korsarz. Jest nierozstrzygnięty.



2942 |16666 |2210 |2581 |9458 |6458 |8651 |14482 |13813 |7436 |